Monika Kostka kl. VIIb „BY CZAS NIE ZAĆMIŁ I NIEPAMIĘĆ”

 

Osiemdziesiąt lat temu, 27 czerwca 1940r w lubzińskim lesie doszło do masowego mordu. Po latach odnaleziono tu sto ciał, a nazwiska udało się ustalić tylko 43 z nich. Było wśród rozstrzelanych wielu członków organizacji podziemnych, dorośli i dzieci, kobiety i mężczyźni, ludzie wielu zawodów. Uważa się, że nie była to jedyna zbrodnia, którą widział las w Lubzinie. Miesiąc później, w nocy z 26 na 27 lipca naziści zamordowali kolejną grupę Polaków. Śledztwo dotyczące mordu w Lubzinie zakończyło się w styczniu 2010 roku postanowieniem o umorzeniu przez brak informacji o sprawcach. Przyjęto, że zabójstwa Polaków dokonali nieustaleni z nazwiska funkcjonariusze nazistowskiego państwa niemieckiego.

Około godziny 21, 26 czerwca 1940r. na oddziale politycznym więzienia w zamku w Rzeszowie rozległy się głośne krzyki. Do wybranych cel wchodzili Niemcy w cywilnych ubraniach. Wyczytanym z nazwiska więźniom nakazano wziąć swoje rzeczy i wyjść na korytarz. Któryś z Niemców odczytał coś z kartki; przetłumaczono to na język polski: „Za działalność przeciwko Rzeszy zostaliście skazani na karę śmierci”. Wśród skazanych, prócz mężczyzn, były także kobiety, a jedna z nich miała być w ciąży. Następnego dnia rano, kiedy albo było już po egzekucji, albo ta właśnie trwała, jedną z cel widział Stanisław Jachimowicz. Więzień ten pełnił obowiązki posługacza, a jego zeznania przytacza Stanisław Zabierowski w książce „Zamek. Więźniowie polityczni rzeszowskiego zamku w latach 1939-1944”.

„Jedna ściana [w celi nr 48] była cała pokryta napisami patriotycznymi oraz pożegnaniem więźniów z rodzinami – zapamiętał Jachimowicz. – Na drugiej ścianie wyrysowana była ołówkiem duża tablica z artystycznie zdobioną ramą, na której figurowały nazwiska wszystkich więźniów skazanych na śmierć. Nad tablicą narysowany był duży orzeł polski z rozpostartymi skrzydłami obejmujący tablicę. Nad nazwiskami więźniów widniał napis: ”Dnia 27 czerwca 1940 roku zginęli z rąk hitlerowskich oprawców”, zaś pod nazwiskami widniało zdanie: „Z kości naszych powstanie mściciel”.  W noc przed egzekucją z celi śmierci dobiegały modlitwy i patriotyczne pieśni. Przypuszczalnie między godziną 3 a 4 skazańców wyprowadzono, skuto w kajdany i wywieziono do Lubziny. Tam, w lesie, więźniowie zostali rozstrzelani.

W książce Franciszka Kotuli „Mimo wszystko, czyli życie kulturalne Rzeszowa pod okupacją niemiecką ” opublikowano list jednego z więźniów, później też straconego, który 15 lipca 1940 r. tak pisał o egzekucji w Lubzinie: „Kobiety prosiły o księdza, ale bez skutku […]. Inżynier Urban miał powiedzieć kapitanowi: „Kapitanie, nie wiecie, co czynicie, ale niech wam Bóg wybaczy”. Przy samej egzekucji ktoś miał krzyknąć: „     Jeszcze Polska nie zginęła!”.

Krążyła plotka, że jeden z więźniów zdołał z miejsca kaźni uciec. Czy rzeczywiście tak było, nie wiadomo. Nikt z obecnych mieszkańców Lubziny żadnych bardziej szczegółowych informacji o tej egzekucji raczej nie ma. Podczas okupacji wieś była wysiedlona; na polach wokół lasu Niemcy odbywali ćwiczenia.

Z akt śledztwa, jakie w omawianej sprawie prowadziła Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie, wiemy, że wczesnym rankiem 27 czerwca 1940 r. strzały w lubzińskim lesie słyszało dwóch mieszkańców Zawady. Od spotkanego mężczyzny dowiedzieli się oni, że w lesie są Niemcy. Po ich odjeździe trafili na miejsce zbrodni gdzie dostrzegli świeże plamy krwi. Na drzewach były ślady kul. Dało się też zauważyć wykopane i wyrównane dwa doły. Z obawy przed represjami świadkowie nie mówili nikomu o swoich odkryciach, dopiero po wojnie opowiedzieli o tym przedstawicielom lokalnych władz. We wskazane miejsce przybyła komisja z PCK. Oba zbiorowe groby leżały kilka metrów od siebie. Jeden z nich przekopano na głębokość metra. Na chaotycznie ułożonych zwłokach leżały drągi.

Udało się ustalić nazwiska 43 Polaków zabitych w Lubzinie. Nie są to wszystkie ofiary. Kiedy bowiem przeprowadzono ekshumację, znaleziono szczątki 100 ludzi. Niektórzy historycy skłaniają się więc ku temu, że zbiorowy mord z 27 czerwca 1940 r. nie był jedyną niemiecką zbrodnią, której niemym świadkiem był las w Lubzinie. Franciszek Kotula w „Mimo wszystko” sugeruje, że równo miesiąc po pierwszej egzekucji, w nocy z 26 na 27 lipca, naziści uśmiercili tam kolejną grupę Polaków.

Pierwszy pomnik na miejscu kaźni powstał jeszcze w latach 60. W 1995 r. przeprowadzono renowację obelisku. Co roku odbywają się tu uroczystości przypominające o tragicznych wydarzeniach sprzed 80 lat.